Co to jest grypa?

Przy pomocy tej metody, stosowanej na wielką skalę, udało się stwierdzić szereg interesujących zjawisk. Tak np. stwierdzono, że zachorować mogą niekiedy ludzie, posiadający znacznie większe miano przeciwciał od innych, którzy przy równym wystawieniu na zakażenie — nie zachorowali. Pod wpływem zachorowania miano przeciwciał idzie w górę (to znaczy zwiększa się ich ilość), jednak o wiele więcej u ludzi z początkowo niskim mianem aniżeli u takich, którzy przed zachorowaniem mieli miano wysokie. Znaczna ilość ludzi przechodzi zapewne zakażenie bezobjawowe. to znaczy, że nie stwierdza się u nich przebycia choroby, dającej się klinicznie stwierdzić. W każdym razie sama ilość posiadanych we krwi przeciwciał nie decyduje jeszcze o tym, czy dany człowiek przy zetknięciu się z wirusem influency zachoruje, czy nie: inaczej mówiąc, czy przejdzie influencę jako chorobę, czy jako zakażenie bezobjawowe. Jest to prawdopodobnie związane ze sposobem szerzenia się zarazka w ustroju. Nie przechodzi on do wnętrza tkanek lub do krwi: zakażenie szerzy się w powierzchownych warstwach nabłonka, wyściełającego drogi oddechowe. Dlatego o zatrzymaniu zakażenia i zwalczeniu go decydują nie tyle przeciwciała znajdujące się we krwi (mierzone przez miareczkowanie surowicy), ile te które dostają się w powierzchnie dróg oddechowych. Otóż w wydzielinie nosa wykryto czynnik hamujący wirus influency. Jest to prawdopodobnie przeciwciało z krwi, zmobilizowane na powierzchnię dróg oddechowych. W myśl tych poglądów odporność na influencę zależałaby w większym stopniu od szybkości zmobilizowania tej miejscowej obrony aniżeli od posiadania dużej ilości przeciwciał we krwi. Za taką koncepcją przemawiają doświadczenia rosyjskiego wirusologa Smorodincewa, który w okresie epidemicznym przeprowadzał uodpornianie za pomocą rozpylania surowicy odpornościowej do tchawicy. Uzyskane wyniki były lepsze aniżeli przy stosowaniu szczepień podskórnych.

Szczepienia ochronne stosuje się przeważnie przy pomocy oczyszczanego wirusu pochodzenia jajowego, zabitego formaliną. W czasie wojny wypróbowano takie szczepionki zarówno u ludności cywilnej jak i przede wszystkim

w wojsku. Uzyskane wyniki były częściowo bardzo dobre. W okresie powojennym dużo było niepowodzeń. Powstało pytanie, jak należy wytłumaczyć tak niejednolite reagowanie na silną szczepionkę, doskonale uodporniającą zwierzęta doświadczalne. Różnorodne mobilizowanie przeciwciał do dróg oddechowych, o którym była mowa wyżej, tłumaczy to tylko częściowo. Najważniejszą przyczyną jest zapewne różnorodność szczepów influency, odpowiedzialnych za poszczególne epidemie. Okazało się bowiem, że wirus influency nie jest jednolity. Istnieją przynajmniej dwa jego gatunki (w sensie klasyfikacji botanicznej): A i B. Gatunki te zastały ostatnio nazwane Tarpeia A i Tarpeia B. Różnią się one od siebie nie tyle pod względem wielkości, kształtu czy własności biologicznych, ile pod względem własności odpornościowych. Jeden wirus nie uodpornia przeciwko zakażeniu drugim wirusem. Oczywiście szczepionki produkuje się z obu wirusów jednocześnie ale to nie rozstrzyga sprawy. Okazało się bowiem, że w obrębie każdego z tych gatunków istnieje szereg szczepów, również częściowo różniących się od siebie. Każdy z tych szczepów uodpornia dobrze przeciwko zarazkom tego samego szczepu, przeważnie jednak słabo przeciwko innym szczepom. Wobec tego najracjonalniej byłoby stosować szczepionkę, wytworzoną ze szczepu wywołującego daną epidemie. W tym celu należy jednak szczep ten najpierw wyizolować, następnie przyrządzić z niego szczepionkę, następnie przeprowadzić szczepienia i wreszcie czekać ze dwa tygodnie na zjawienie się odporności. W rezultacie minęłoby tyle czasu, że epidemia może już przejść samoistnie. Tak więc zagadnienie szczepień przeciw influency nie jest dotychczas jeszcze całkowicie rozwiązane.

Jeśli chodzi o leczenie influency, to postępów wielkich w tej dziedzinie, niestety, również jeszcze nie ma. Odniosłem wrażenie, że wśród polecanych leków stosunkowo najlepsze wyniki daje chinina. Próbowano ją również stosować w małych dawkach w celu zapobiegania. Ani penicylina, ani preparaty sulfamidowe nie leczą influency. Jednakże mogą one wpływać korzystnie na wtórne zakażenia bakteryjne. Przeciwko zakażeniu pałeczka Pfeiffera działa korzystnie streptomycyna. Tak więc dzięki współczesnym środkom antybiotycznym (do których należą penicylina i streptomycyna) i chemioterapeutycznych (sulfamidy) nie jesteśmy już bezbronni wobec tak bardzo groźnych dawniej powikłań influency. Być może zostaną wykryte niezadługo środki, zwalczające również i sam wirus influency.

Zapobieganie influency nie jest rzeczą łatwą. Jak widzieliśmy, szczepienia nie zawsze prowadzą do celu. W okresach pandemii o ciężkim przebiegu choroby można stosować kwarantannę, która w niektórych wypadkach dała dobre wyniki podczas pandemii hiszpanki. Jest ta jednak metoda bardzo uciążliwa i trudna do przeprowadzenia. Pewne znaczenie ‚ma unikanie zbiorowisk ludzkich. Jednak trzeba by wtedy przeprowadzić w okresie epidemicznym coś w ro-dzaiu aresztu domowego, co oczywiście byłoby możliwe tylko w nielicznych wypadkach. Noszenie masek również nie zdało egzaminu. Raczej korzystniej wpływa na zahamowanie szerzenia sie infekcji noszenie maseczek przez chorych. Tak więc i w odniesieniu do zapobiegania musimy jeszcze czekać na nowe postępy wiedzy, które by pozwoliły na opanowanie tej zdradliwej choroby jaką jest influenca.