Historia penicyliny

Od czasu, gdy odkrycie Aleksandra Fleminga zostało podane do wiadomości w „The British Journal of Experimental Pathology“, wiele osób wystąpiło o prawo pierwszeństwa tego wynalazku. Nawet kiedyś u mnie w Warszawie przy obiedzie, dwa lata temu, jeden z polskich lekarzy pretendował do tego odkrycia. Nie ma powodu sądzić, że jego pretensje, zarówno jak i pretensje tylu innych, były bezpodstawne. Już w roku 1871 w pracy, ogłoszonej w czasopiśmie rosyjskim, poświęconym medycynie wojskowej, i jednocześnie w naukowej prasie niemieckiej, uczony rosyjski, W. Manassejn stwierdził, iż w ośrodku, gdzie znajdują się pewne szczepy pleśni, brak bakterii. W roku 1898 uczony włoski: Giorso robił eksperymenty z pleśnią z rodziny penicyliny, a po nim i inni, badali niejednokrotnie z wielkim zainteresowaniem grzybek tego rodzaju, który pojawia się (nie przynosząc chwały gospodyni) na konfiturach lub też ukazuje się czasem na wilgotnych, a nie osuszonych w porę butach. Ta pleśń właśnie, uznana przez nas za coś brudnego i niszczycielskiego ( czym w rzeczywistości może być) posiada jednak w sobie cudowną moc pokonywania innych zarazków.

Lecz zanim opowiemy, co współcześni badacze w niej stwierdzili i jaki zrobili z niej użytek, przypomnieć należy, że podane grzybnie uznane już były co najmniej 200 lat temu, może przypadkowo, lecz słusznie, za mające właściwości lecznicze. Pamiętają pewno nasi Czytelnicy, że w pierwszej części Trylogii Sienkiewicza, po pojedynku pana Wołodyjowskiego z Bohunem, mądry i doświadczony pan Zagłoba woła:

„Mości karczmarzu, zagnieć no waćpan chleba z pajęczyną, a żywo, opatrunek należy się wszak i wrogowi!“.

Te słowa dowodzą, że sposób zwalczania jednych zarazków drugimi znany był już od dawna.

Zasługą Fleminga, tym, czego innym chemikom (z panem Zagłobą łącznie) nie udało się dokonać, było otrzymanie pierwszego filtratu penicyliny — wprawdzie jeszcze nie oczyszczonego i nie stężonego — i udostępnienie tego wynalazku innym do dalszych badań.

Aleksander Fleming, urodzony w 1881 roku. był synem chłopa z Ayrshire. Ten. potomek wytrzymałej, odpornej rodziny rozpoczął swe wykształcenie w szkółce wiejskiej, do której musiał chodzić cztery mile, gdy miał zaledwie osiem lat. Przez trzy lata mały Aleksander dzielnie odbywał swą ośmiomilową wędrówkę. Gdy miał lat jedenaście, udał się do szkoły w Kilmarnock; gdy zaś miał lat ledwie trzynaście, wysłany został do brata w Londynie, by uczyć się tam w Polytechnic Institute na Regent Street. Nie okazując w tym okresie życia żadnych zainteresowań naukowych poszedł, mając lat szesnaście, na młodszego pomocnika biurowego. Na tej posadzie wytrwał aż cztery lata, dopóki wreszcie nuda własnego życia i brak nadziei na jego polepszenie nie kazały mu zbuntować się przeciw losowi. Wtedy to jego brat, już ukończony lekarz, zachęcił go do studiów medycznych i Aleksander mając lat dwadzieścia został studentem w szpitalu St. Mary.

Okazał się niezwykle inteligentnym uczniem, całkowicie oddanym nauce; zdobywał nagrody po nagrodzie, łącznie ze stypendium na Wyższy Kurs Nauk Ścisłych. Dostał wiele odznaczeń za prace z zakresu fizjologii, farmakologii, medycyny, patologii, medycyny sądowej i higieny, w roku zaś 1808 otrzymał, złoty medal za prace z dziedziny medycyny klinicznej. W roku 1908 uzyskał wraz z dyplomem lekarskim i dyplomem magistra nauk ścisłych, złoty medal Uniwersytetu Londyńskiego, w rok zaś później został członkiem Królewskiego Kolegium Medycznego (The Royal College of Phy-sicians), co było ukoronowaniem jego ówczesnej kariery naukowej.

Po uzyskaniu dyplomu Fleming zwrócił swe zainteresowanie w kierunku bakteriologii, zachęcony częściowo wynalazkiem szczepionki antytyfusowe;, dokonanym przez Almroth Wrighta, którego Fleming był asystentem. Przez większą część pierwszej wojny światowej pracował Fleming z Wrightem w Boulogne, zajmując się leczeniem ran metodą wynalezioną przez Wrighta, polegającą na nieustannym drażnieniu zranionych tkanek przemywaniem słoną wodą, co utrzymywało je w czystości i przyśpieszało gojenie. Po wojnie Fleming powrócił do szpitala w St. Mary i poświęcił się całkowicie badaniu środków antyseptycznych. Był on już wtedy żonaty i miał syna, który towarzyszył mu w wyprawach wędkarskich nad strumień przepływający na tyłach jego posiadłości week-endo-wej w Suffolk Trochę zajmował się też malarstwem, a do ulubionych jego przyjemności należało sadzenie na trawiastym brzegu rzeczki cebulek kwiatowych, ułożonych w formie monogramów przyjaciół i znajomych. Gdy kwiaty już się rozwinęły, zapraszał wszystkich na week-end, by obejrzeli swe kwitnące nad wodą inicjały.

Pewnego razu, we wrześniu 1928 roku Fleming przyszedł do swego laboratorium po tygodniowej przerwie w pracy i przywitawszy się ze swym kolegą, drem Toddem, począł przyglądać się gronkowcom, które hodował na płaskich, zamkniętych płytkach szklanych. Niektóre, stały na parapecie okiennym i właśnie jedna z nich miała małą plamkę pleśni. Fleming chciał ją usunąć, ponieważ, jak to sam później napisał, „tego rodzaju skażenie, dość pospolite w laboratorium bakteriologicznym, uważane jest za wadę techniki bakteriologa“ „Czasem jednak — dodaje Fleming — jest to nie do uniknięcia, jak np. w tym szczególnym wypadku, gdy płytka musiała być odkryta do zbadania, po czym pozostawiona do dalszych doświadczeń.“ Tym razem coś zastanowiło Fleminga i spowodowało, że spojrzał uważnie na płytki. Jego doświadczone oko zauważyło natychmiast, że podczas gdy gronkowce rozpościerały się swobodnie po całej płytce, to w pobliżu tego miejsca, gdzie występowała pleśń, znajdowały się w zupełnym prawie zaniku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *