Historia penicyliny

Szybkość, z jaką penicylina była wydalana z organizmu przedstawiała jedną z największych przeszkód w leczeniu. Utrzymanie odpowiednio wielkiej do zwalczania zarazków ilości penicyliny we krwi było, jak się wyraził Florey, „napełnianiem wanny przy otwartym korku“.

W maju 1941 roku pacjent z czyrakiem o średnicy 4 cali leczony był wstrzykiwaniami penicyliny do krwi w odstępach godzinnych. Po 4 dniach czyrak zaczął się goić, a po 14 dniach pacjenta można było wypisać ze szpitala. Wyleczony ogromny czyrak nie pozostawił żadnych następstw. Był to najwyraźniejszy dowód zwycięstwa penicyliny nad gronkowcami. W 13 dni po rozpoczęciu wstrzykiwań penicyliny, mały chłopczyk, półprzytomny na początku kuracji, już rozmawiał i bawił się zabawkami, stan jego uznano za doskonały. Nastąpiło jednak pęknięcie naczyń krwionośnych i chory zmarł.

Niemniej dowody skuteczności penicyliny mnożyły się bez przerwy i grupa współpracowników, przeprowadzających badania, opracowała artykuł do „Lancet“, w którym napisali: „Uważamy, że mamy obecnie wystarczającą ilość dowodów, by uznać penicylinę za nowy i niezwykle skuteczny rodzaj czynnika chemoterapeutycznego, posiadającego właściwości, nie znajdujące się w żadnym dotąd odkrytym środku antybakteryjnym“

Nie ulega wątpliwości, że w czasie gdy tysiące ofiar wojny umierały z powodu braku takiego środka, rząd każdego państwa niekapitalistyczne-go rozpocząłby natychmiastową produkcję preparatu: w rzeczywistości penicylina była tak samo odległa od ludzkości, jak i przedtem. Nie było rzeczą łatwą przekonanie czynników rządowych ze wynaleziono coś nowego i wystarczająco ważnego, by usprawiedliwić zmianę powziętych planów. Zdając sobie z tego sprawę, Florey zwrócił się do Ameryki. Wraz z Heatleyem wsiadł do samolotu odlatującego z Lizbony i stał się, wg jego własnych słów. „handlarzem wędrownym, sprzedającym wynalazek penicyliny“ W gruncie rzeczy na całym obszarze USA i Kanady zaledwie 2 czy 3 firmy zainteresowały się tą sprawą. Niemniej każdy przysłuchiwał się grzecznie, chociaż jeden z fabrykantów oświadczył bez ogródek, że „bez zaliczki nic nie będzie robił“.

Praca dokonana do tego czasu nie była chroniona żadnymi patentami. Ani Fleming, ani Florey nie przedsięwzięli żadnych środków ochronnych. W Ameryce obydwaj tłumaczyli i demonstrowali cały znany im przebieg procesów. Uczeni amerykańscy zainteresowali się odkryciem i wynaleźli, posługując się środkami miejscowymi, nowe sposoby hodowli pleśni, których składniki bardzo ważne, nie zostały wyjawione brytyjskim gościom. Dokonano również innych osiągnięć i odkryć i — rzecz ciekawa — szereg patentów wykupionych zostało przez uczonych amerykańskich, zarówno w USA jak i w Londynie. Zastanawiając się nad tymi patentami dr Charles Thom, słynny amerykański „grzybolog“ i urzędnik amerykańskiego ministerstwa rolnictwa, doszedł do wniosku w artykule z roku, 1945, że „jest rzeczą bardzo wątpliwą dla starego obserwatora, który przyglądaj się rozwojowi wypadków i przysłuchiwał skargom i pretensjom, czy w ogóle którykolwiek z patentów reprezentuje solidniejsze podstawy do pierwszeństwa“. Fleming, podczas obiadu wydanego na jego cześć w Nowym Jorku w roku 1945 powiedział: „Przykro mi jest, że w wypadku gdy podstawowe wiadomości zostały udzielone światu bez ograniczeń, znalazły się jednostki, usiłujące zrobić pieniądze na tym, co w porównaniu ze sprawą zasadniczą jest doprawdy jedynie drobiazgiem“.

Uczeni amerykańscy, będący w danym wypadku na służbie u amerykańskiego rządu, mieli, formalnie rzecz biorąc, prawo tak uczynić. Lecz wynik tego był taki, że ludzie na całym świecie są zmuszeni do płacenia „honorarium autorskiego“ za każdą dawkę penicyliny, podczas gdy Amerykanie nadal rozporządzają swobodnie całą wiedzą techniczną, tyczącą podstawowych odkryć z dziedziny penicyliny, których uczeni angielscy udzielili im bez ograniczeń. Chęć zrobienia dobrego interesu na lekarstwie, z braku którego tysiące kobiet i mężczyzn umierało i nadal umiera, jest podstawą całego amerykańskiego ustosunkowania się do tego preparatu — o czym zresztą przekonamy się jeszcze przy końcu artykułu. Florey i Heatley uzyskali w USA mniej, niż się spodziewali, przyczynili się jednak do tego, że uczeni amerykańscy rozpoczęli prace nad lekarstwem, a przemysłowcy zabrali się do jego produkcji.

Produkować! Produkować! Produkować! Oto hasło Floreya po powrocie do Oxfordu. Oczekiwał on wiadomości od dwu przemysłowców amerykańskich, którzy obiecali wydobyć i przysłać do Oxfordu 10.000 litrów roztworu penicyliny, Lecz nadszedł już rok 1942, a wiadomości wciąż nie było. Tygodnie przechodziły i znowu nic i nic. Grupa oxfordzka nadal z trudem prowadziła we własnym zakresie produkcję, dostarczającą 500 litrów na tydzień. Wreszcie pewna angielska fabryka chemiczna zainteresowała się tą sprawą, dopiero jednak we wrześniu 1942 roku zjawił się w Oxfordzie ładunek naczyń z penicyliną, o pojemności około 1000 litrów. Ładunek ten przybywał odtąd co tydzień. Penicylina była przygotowana nowym sposobem, a zamiast dawnych kolb Heatleya, użyte były do produkcji całe sale.

W końcu przybyło również 500.000 jednostek od jednej z firm amerykańskich, które obiecały pomoc. Było to mniej, niż się spodziewano, stanowiło jednak ważny dodatek do ubogiego zapasu.

W połowie roku 1942 uczeni rozpoczęli zbliżać się do swego celu głównego: ratowania rannych. Florey udostępnił R.A.F. ze  swego skromnego zapasu drobną Ilość penicyliny w celu niesienia pomocy młodym angielskim i polskim pilotom, poparzonym w walkach. Wysłał również trochę do Kairu dla rannych w walkach pustynnych, a zastosowanie jej dało tak świetne wyniki, że i w Egipcie rozpoczęto próby wydobywania penicyliny. W tym samym okresie rozpoczęto doświadczenia w celu przekonania się, czy penicylina może być stosowana doustnie: stwierdzono, że nie jest to skuteczne, ponieważ ślina niszczyła moc leku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *