Kość śródszczękowa u zwierząt i ludzi

Spośród wspomnianych jenajskich rysunków możemy jednak całym sercem polecić miłośnikom nauki cztery, wyobrażające czaszkę słonia z Kassel, którą dzięki uprzejmości i przychylności Soemmeringa mogłem się posługiwać. Młode to stworzenie, które w Niemczech nie było w stanie utrzymać się przy życiu, ukazuje nam w swych szczątkach większość szwów przynajmniej od jednej strony nie zrośniętych; rysunki, wyobrażające całą czaszkę, zostały odpowiednio zmniejszone i wykonane od wszystkich czterech stron, tak iż łatwo z nich poznać całość, przy tym zaś, co nas najbardziej interesuje, os intermaxillare tu przede wszystkim posiada wielkie znaczenie, zakrzywia się ona bowiem wokół kła, stąd też przy pobieżnej obserwacji mylne mogło powstać mniemanie, że ów olbrzymi kieł w niej się mieści. Tymczasem natura, która nigdy, zwłaszcza w ważnych wypadkach, nie odstępuje od swych praw, pozostawiła tu cieniutką warstewkę, wychodzącą z górnej szczęki i otaczającą korzeń kła, zabezpieczając go w ten sposób przed zaborczością kości śródszczękowej.

Celem dalszych porównań kazano odrysować również dużą czaszkę dorosłego słonia, znajdującą się w muzeum, gdyż bardzo dziwnym wydaje się fakt, iż u młodego słonia górna szczęka oraz os intermaxillare wysunięte są ostro do przodu, na kształt dziobu, i cały łeb wydaje się wydłużony, u dorosłego natomiast stworzenia całość zamyka się w kształcie niemal regularnego kwadratu.

Jak poważnie jednak traktowano te prace, wyjaśnia fakt, że po wykonaniu wspomnianych rysunków wyryte zostały jak najstaranniej przez Lipsa dwie płytki miedziane, formatu małego folio, jako pomoc w rozprawach, które przeprowadzić postanowiono. Odbitki tychże również wystawiono, ku zadowoleniu miłośników nauki.

Po tym wszystkim sądzimy, iż wybaczone nam zostanie, że pierwszy szkic naszej pracy opublikowano bez opisanych w nim tablic; zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę fakt, iż ta szlachetna dziedzina wiedzy od tego czasu znacznie się rozszerzyła i ożywiła. Trudno dziś znaleźć amatora, który nie posiadałby już to w publicznym muzeum, już to w swych prywatnych zbiorach tych wszystkich przedmiotów i preparatów, o których tu była mowa; gdyby mu jednak czegoś brakowało, może zawsze w „Kranologii“ Spixa najlepszych zasięgnąć wiadomości, gdyż w dziele tym zarówno rycina jak opis bez najmniejszych wątpliwości dokładnie to zagadnienie przedstawiają.

Na str. 19 znajdujemy tam od razu jasno i bez ogródek wypowiedziane twierdzenie, że występowaniu os intermaxillare również i w czaszce człowieka przeczyć nie należy. Kość ta została następnie na rysunkach liniowych oznaczona zarówno u człowieka jak i u zwierząt numerem trzynastym. Tym sposobem sprawa zostałaby już ostatecznie załatwiona, gdyby nie wrodzony naszemu gatunkowi duch przekory, znajdujący jeśli nie w samym zagadnieniu, to przynajmniej w twierdzeniu i wdrażających je słowach asumpt do przeczenia nawet najbardziej uznanym prawdom. W samej metodzie rozprawy tkwi już przyczyna tych przeciwieństw: gdy jeden mówić zaczyna — drugi przestaje, gdzie jeden rozdziela — drugi łączy, tak iż w końcu słuchacza ogarnia wątpliwość, czy przypadkiem obaj racji nie mają. Należy też nadmienić, iż w ciągu długich dysput na ten temat poważni uczeni zadali wreszcie, pytanie, czy doprawdy warto ciągle powracać do tego samego. Jeśli i w tej kwestii mamy wyrazić nasze zdanie całkiem szczerze, stwierdzimy, że odmowa jest tu gorsza od sprzeciwu, zawiera bowiem negację zainteresowania się przedmiotem, wskutek czego niszczy wszelkie naukowe wysiłki.

Nie brakło nam jednak i zachęty. Przyjaciel nasz, Soemmering, twierdził np. na str. 60 swej „Osteologii“ z 1791 r.: „Pomysłowe próby Goethego przeprowadzone z bardzo dobrymi rycinami w r. 1785 w dziedzinie osteologii porównawczej i jego twierdzenie, że kość śródszczękowa górnej szczęki występuje zarówno u człowieka jak i u zwierząt, zasługują na podanie do publicznej wiadomości.“

Skoro w wyniku wytrwałych i pilnych studiów nad metamorfozą roślin rok 1790 uszczęśliwił mnie nowymi i interesującymi wiadomościami również z dziedziny organizmów zwierzęcych, wszystkie moje dążenia zwróciły się w tym kierunku; nie ustawałem w myśleniu, obserwowaniu i porządkowaniu mych obserwacji, wskutek czego zagadnienia były dla mnie coraz jaśniejsze i coraz bardziej zrozumiałe. Znawca psychiki ludzkiej pojmie bez przytaczania dalszych, aż do historii sięgających dowodów, że w tę najcięższą pracę wciągnęła mnie po prostu namiętność, ćwiczyłem władze swego umysłu na najbardziej tego godnym przedmiocie, usiłując poznać najlepiej wewnętrzną treść żywych istot i rozdzielić ją na poszczególne części; jakże jednak usiłowania moje szczęśliwy mogłyby dać wynik, skoro się im wszystkich sił nie poświęciło?

Ponieważ jednak z własnej woli i dla celów osobistych dostałem się w owe regiony, musiałem ujrzeć wszystko własnym, nie uprzedzonym okiem i wkrótce zdołałem się przekonać, że nawet najprzedniejsi znawcy, choć chwilami umyślnie odbiegali nieco w bok z utartego szlaku, nigdy nie opuszczali raz obranej głównej drogi, nigdy nie wolno im było wyruszyć samodzielnie w nową podróż; znajdowali zresztą, że najwygodniej i najpożyteczniej dla nich jak i dla innych będzie trzymać się utorowanej już drogi i udostępnionych dziedzin. Dokonałem też kilku innych, wielce zdumiewających odkryć, które wprost narzucały się mej uwadze, np. że lubowano się w rzeczach dziwacznych i trudnych jedynie po to, by coś choćby pozornie dziwnego z tego wynikło.