Żubr

I znów pragnę powiedzieć niedowiarkom, nałogowo szukającym dziury w całym, że wiem, co by chcieli tym liczbom zarzucić. „Polska miała Białowieżę, ojczyznę żubrów, nic dziwnego, że tam rozmnażały się one lepiej niż w Szwecji, Anglii czy Niemczech“. Otóż maleńkie sprostowanie: Białowieża nie jest ojczyzną żubrów, tylko jednym z miejsc, gdzie się ostatecznie dochowały. Żubr mieszkał w całej Europie, z wyjątkiem jej najbardziej południowych i północnych krain, trudno więc powiedzieć, żeby mu odpowiadały tylko warunki klimatyczne w Białowieży. Po drugie — właśnie w tejże samej Białowieży — przez 110 lat przed pierwszą wojną, żubr rozmnażał się bardzo źle. Po trzecie wreszcie — o czym też większość publiczności nie jest poinformowana — w Białowieży jest zaledwie jedna trzecia część posiadanych przez nas żubrów, resztę hodujemy w Niepołomicach pod Krakowem, w Pszczynie na Śląsku, a w najbliższym czasie powstanie rezerwat w Gorcach pod Turbaczem. Nie fakt posiadania więc Białowieży, lecz właściwa opieka i umiejętności hodowlane dały nam te sukcesy.

Polska nie traktuje tych osiągnięć egoistycznie, staramy się dopomóc zagranicy w zakładaniu ośrodków restytucji żubra.

Przekazaliśmy już w tym celu kilka krów i buhajów Związkowi Radzieckiemu, Danii, Szwecji, Czechosłowacji. Mimo tę chętną pomoc dla zagranicy Polska nie straci swego prymatu. W 1949 roku już urodziło się siedem sztuk, a do końca grudnia spodziewamy się jeszcze około sześciu cieląt żubrzych. Bilans nasz zamkniemy zatem ilością sztuk sześćdziesięciu, według prawdopodobnych zaś obliczeń Biura Ochrony Przyrody Ministerstwa Leśnictwa, obecnego gospodarza hodowli rezerwatowej zwierząt — już na rok 1951 ilość żubrów na naszych własnych terenach przekroczy setkę. Jeśli uprzytomnimy sobie, iż w 1929 roku zaczęto tylko od dwóch krów z buhajem i że w ciągu tych dwudziestu lat jedną trzecią czasu dewastowali nasze hodowle Niemcy, zdaje się, iż wyniki te, nawet w oczach największych sceptyków, mówią za siebie.

A teraz przejdźmy do korzyści gospodarczych. Biuro Ochrony Przyrody, znajdujące się od początku w ręku doktora Stefana Jarosza, prowadzi politykę żubrową z dużą przezornością i dalekcwzrocznością. Jeśli chodzi bowiem o stan innych gatunków zwierząt, ginących na naszych ziemiach, to w olbrzymiej większości nie miały one tego szczęścia co żubr; łosie wyginęły całkowicie, niedźwiedzi notowano zaledwie parę sztuk wędrownych, wkraczających od czasu do czasu na nasze ziemie z Czechosłowacji, bobrów stwierdzono zaledwie kilka żeremi na terenach Ziem Odzyskanych. Na tym odcinku nie można było nawet zaczynać od początku, gdyż nie było materiału wyjściowego. I oto Biuro Ochrony Przyrody rozpoczęto najpierw cichą pracę nad uporządkowaniem rezerwatów żubrowych, zwiększając do 1947 – roku, jak żeśmy to wspomnieli, wydatnie stan tych zwierząt, popierając wydanie Ksiąg Rodowodowych, aby mocną stopą stanąć wśród hodowców zagranicznych. I oto poczynając od 1947 roku Ministerstwo Leśnictwa zostaje coraz częściej zapytywane i proszone przez towarzystwa ochrony przyrody bądź towarzystwa naukowe zagranicy o ustąpienie jednego lub pary żubrów. Sumienna praca dała wynik, od tego więc roku Biuro Ochrony Przyrody przy Ministerstwie Leśnictwa mogło stworzyć: rezerwat łosi z ośmioma sztukami zarodowymi, dwa rezerwaty bobrowe, obejmujące łącznie około czterdziestu sztuk; nosi się z zamiarem odrestaurowania na ziemiach polskich suhaków, które u nas wyginęły przed dwoma wiekami, a których para zarodowa już znajduje się czasowo w warszawskim Zoo.

W najbliższym czasie zwrócony będzie również Polsce rosomak — a wszystko to dzięki wymianie, jaką się przeprowadza za tak dobrze u nas mnożące się żubry. Co więcej, należy z naciskiem podkreślić, że Biuro Ochrony Przyrody, instytucja, jaka za granicą opiera się głównie na dotacjach i ofiarności publicznej, w Polsce dzięki rozumnemu kierownictwu sama dopomaga innym pokrewnym instytucjom. Właśnie w ramach wymian żubrowych można było rozszerzyć odradzającą się w Polsce hodowlę zwierząt futerkowych o lisy niebieskie przez sprowadzonego z Czechosłowacji rozpłodowca, a wreszcie te prawie pół miliona osób, które z takim zadowoleniem odwiedziły w bieżącym roku Warszawski Ogród Zoologiczny, przeważnie nie zdaje sobie sprawy, że i tygrysy, i lwy, i wielbłądy przybyły do Polski też w ramach wymian zwierzęcych, prowadzonych przez Biuro Ochrony Przyrody Ministerstwa Leśnictwa.

Obsłużyliśmy już Związek Radziecki, Szwecję, Danię, Czechosłowację. W Ministerstwie Leśnictwa zabiegają o żubry; Szwajcaria, Belgia, Anglia, a nawet Stany Zjednoczone. Prośby te w miarę możliwości będą stopniowo zaspokajane, z całą pewnością z pożytkiem dla różnych dziedzin hodowlanych w naszym kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *